Stalowa Wola została zbudowana od zera jako miasto Centralnego Okręgu Przemysłowego, dlatego jej tkanka budowlana jest wyjątkowo niejednorodna. Modernistyczne domy z lat 30. na osiedlu Centralnym mają grube ściany, wysokie kondygnacje i stropy, w których nie ma gotowych przestrzeni na instalacje. Kilkaset metrów dalej stoją bloki z wielkiej płyty na osiedlach Hutników, Metalowców i Energetyków ze zbiorczymi kanałami wywiewnymi. A na obrzeżach, w Charzewicach, na Polesiu i Pławiu, powstają domy budowane od podstaw w standardzie energooszczędnym. Każdy z tych trzech typów wymaga innego prowadzenia kanałów i innego doboru centrali, więc żadnej wyceny nie robimy telefonicznie.
Huta Stalowa Wola i przylegające tereny strefy ekonomicznej wyznaczają rytm dnia w mieście. Zmiany schodzą się i rozchodzą także w nocy, a wraz z nimi rusza ruch osobowy i ciężarowy po trasach dojazdowych do zakładu. Mieszkańcy okolic ulicy Okulickiego i alei Jana Pawła II opisują nam to zawsze podobnie: latem trzeba wybrać między dusznym pokojem a hałasem z ulicy. Rekuperacja usuwa ten wybór, bo wymiana powietrza przestaje zależeć od tego, czy okno jest otwarte. W kilkunastu realizacjach z ostatnich sezonów to właśnie cisza była głównym argumentem, a oszczędność ciepła traktowano jako dodatek.
Położenie miasta w widłach Sanu i Wisły, tuż przy Puszczy Sandomierskiej, daje mikroklimat, którego nie ma na wyżej położonym Podkarpaciu. Jesienią mgły utrzymują się nad doliną Sanu do południa, wilgotność względna przekracza 90% przez wiele dni z rzędu, a zimą temperatura w dolinie potrafi spaść wyraźnie niżej niż na terenach otwartych. Dla instalacji ma to dwie konsekwencje: każdy odcinek kanału biegnący przez poddasze lub garaż musi być izolowany i szczelnie zaparoizolowany, a centrala potrzebuje działającego zabezpieczenia przeciwzamrożeniowego. W domach przy bulwarach nad Sanem i w Rozwadowie standardowo przewidujemy nagrzewnicę wstępną.
Rozwadów to osobny przypadek, bo do 1973 roku był samodzielnym miastem i zachował własny rynek oraz starszą, murowaną zabudowę z odrębnym charakterem. Ściany mają tam po 50–60 cm, stropy bywają drewniane, a układ pomieszczeń rzadko odpowiada współczesnym schematom rozprowadzenia powietrza. Pracujemy w takich budynkach systemem rozdzielaczowym DN75, prowadząc rury w warstwie podłogi lub w wąskiej zabudowie przy suficie, bo klasyczne kanały spiro wymagałyby przebić, na które właściciele zwykle nie chcą się zgodzić. To wolniejszy montaż niż w nowym domu na Widoku czy Porębach, ale za to bez ingerencji w konstrukcję.