Nagrzewnica wstępna czy gruntowy wymiennik glikolowy przy temperaturze projektowej −22 °C
Wymiennik przeciwprądowy odzyskuje ciepło, wykraplając wilgoć z powietrza wywiewanego. Gdy na czerpni jest poniżej −4 °C, ten kondensat zamarza i centrala musi się bronić: albo przymyka nawiew, albo otwiera bypass. Jedno i drugie oznacza, że przez najzimniejsze noce w dolinie Sanu budynek traci ciepło zamiast je odzyskiwać, a wywiew z łazienek pracuje na niezbilansowanym podciśnieniu.
Nagrzewnica elektryczna wstępna o mocy 0,5–1,2 kW podgrzewa powietrze zewnętrzne do około −3 °C tylko wtedy, gdy sterownik wykryje ryzyko szronienia. W warunkach Sanoka pracuje zwykle 250–450 godzin w sezonie i zużywa 150–350 kWh, co przy cenach 2026 roku daje 130–320 zł rocznie. To wielokrotnie mniej niż strata ciepła wynikająca z pracy na bypassie przez ten sam okres.
Alternatywą jest gruntowy wymiennik glikolowy: 150–250 m pętli ułożonej 1,6–1,8 m pod terenem, która zimą podnosi temperaturę powietrza o 6–9 K, a latem chłodzi nawiew. Ma sens tam, gdzie działka jest duża i nieutwardzona — czyli częściej w Bukowsku, Zarszynie czy Mrzygłodzie niż na ciasnych parcelach w Śródmieściu. Koszt to 6 500–11 000 zł, ale pętla nie zużywa prądu poza pompką obiegową i eliminuje nagrzewnicę całkowicie.